Dlaczego ze sobą nie rozmawiamy? (case study z warsztatów)

W czasie jednego z otwartych webinarów bardzo aktywny był Krzysztof, dyrektor działu dużej firmy. Zadawał pytania, dzielił się frustracjami ze swojej pracy. Po zakończonym webinarze zadzwonił do nas mówiąc, że ma takie wyzwanie: zarządza zespołem, który ma kłopoty we współpracy wewnętrznej oraz z innymi działami, szczególnie z działem logistyki. Krzysztof mówił tak:

  • „Ci z działu logistyki nam robią pod górkę… Nie rozumieją, że my szybko potrzebujemy informacji od nich, bo jak nie mam od nich odpowiedzi to przez to mój zespół nie realizuje swoich celów.”
  • „Musimy brać odpowiedzialność za to, co oni schrzanią.”
  • „Mam wrażenie, że część mojego zespołu jest już tak sfrustrowana, że boję się że najlepsi mogą odejść”
  • „Obawiam się, że część osób w moim zespole również dba tylko o swoje indywidualne cele i nie wspólpracuje.”
  • „Nie mam w zarządzie osoby, która by mnie wspierała i widziała moja perspektywę w czasie konfliktów z działem logistyki.”
  • „Brakuje porozumienia, każdy patrzy tylko na siebie.”
  • „Każde spotkanie z zarządem kończy się tak samo. Nikt nikogo nie słucha. Ja wręcz boję się zgłosić jakiś problem bo czuję, że i tak sam z nim zostanę.”

Krzysztof poprosił nas o pomoc ponieważ obserwował, że jego zespół coraz gorzej funkcjonuje. Jego celem była zmiana zachowań osób w jego zespole. Chciał  wzmocnić  współpracę i zdrową komunikację.  Po tym jak utopili dwa duże projekty, a na horyzoncie pojawił się kolejny, który wymagał od nich współpracy z różnymi działami w firmie, nie mogli sobie pozwolić na dalsze umacnianie silosów. 

Wyzwaniem nr 1 było  wzmocnić zaufanie wewnątrz zespołu którym zarządał Krzysztof. Wyzwaniem nr 2 było sprawić by członkowie tego zespołu zaczęli lepiej dogadywać z pracownikami innych działów w firmie.  

Czy od razu zaczęliśmy pracę od tych wyzwań?

NIE. 

Po spotkaniach z zarządem, szefem działu HR, szefem działu logistyki i wysłuchaniu bardzo różnych perspektyw zaproponowaliśmy cykl warsztatów, ale nie dla zespołu Krzysztofa tylko dla całego teamu zarządzającego w tym wszystkich dyrektorów działów i członków zarządu. 

DLACZEGO?  

Bo problemy ze współpracą międzydziałową na poziomie -2 czy -3 są najczęściej lustrem problemów wyżej w hierarchii, problemów ze współpracą na poziomie zarządu i dyrektorów. Cytaty z wypowiedzi Krzyśka świadczyły o tym, że brakuje zaufania i  konstruktywnej, życzliwej informacji zwrotnej pomiędzy osobami będącymi w top managemencie firmy. Dlatego też pierwszy warsztat rozpoczęliśmy wieczorem i od razu zabraliśmy Krzyśka i innych dyrektorów do lasu. Nocna Nawigacja to nasze najukochańsze outdoorowe narzędzie szkoleniowo-diagnostyczne. 

Przed podaniem instrukcji uczestnicy zostają przeszkoleni w zakresie posługiwania się kompasem, radiem, piktogramem i zapoznani z zasadami poruszania się zespołu w lesie. Aby zrealizować to zadanie trzeba skutecznie komunikować się przez radio z innymi grupami, dbać o poprawność kierunku marszu, zbierać informacje ukryte na trasie. Całość operacji dostarcza uczestnikom dużo zabawy i emocji. Wykonanie zadania to doskonały sprawdzian umiejętności przywódców oraz pracy zespołów, umiejętności planowania, opracowania strategii, delegowania zadań i komunikacji. Narzędzie to dostarcza sporo „żywego” materiału do omówienia i „przerobienia” z trenerami podczas kolejnych dni pracy w sali warsztatowej.

To pierwsze ćwiczenie zakończyło się spektakularną porażką i zespół bardzo doświadczonych managerów musiał sobie z nią poradzić. Mechanizmy obrony własnego „ego” zachęcały by przesiać to zadanie, by zdeprecjonować jego cele, by się usprawiedliwaiac i szukać dowodów, że „gdyby to było na poważnie to oczywiście zachowałbym się zupełnie inaczej…”. Jednak zespół bardzo doświadczonych trenerów czuwał nad tym by nie iść w takie tanie ucieczki i by każdy z uczestników zmierzył się z wnioskami dotyczącymi swojego wpływu, nawet jeśli nie były zbyt przyjemne i obnażały bardzo destrukcyjne dla zespołu zachowania jednostek. 

Uczestnicy podnieśli „rękawicę” i po początkowych prześlizgiwaniach zaczęli dzielić się bardzo osobistymi obserwacjami, wnioskami i analizami:

  • Od razu ruszyłem i chciałam działać bez tracenia czasu na niepotrzebne rozkminki bo bardzo chciałem wygrać, a teraz sobie uświadomiłem że właściwie to do końca nie wiedziałem jaki jest prawdziwy cel zadania, więc jak mogłem wygrać?
  • Chciałem przynajmniej zrobić swoją część, żeby się nikt nie przyczepił ze przeze mnie przegraliśmy.
  • Ganialiśmy po tym lesie jak oszalali i coraz bardziej wkurzeni że nie znajdujemy ukrytych informacji. Frustrowaliśmy się tak samo jak na codzień w firmie kiedy latamy z pustymi taczkami bo jesteśmy tak zajęci ze nie mamy czasu ich nawet załadować.
  • Bardzo chciałem „wygrać”, ale teraz widzę, że choć wczoraj nie byłem tego świadomy to dla mnie wygrać znaczyło nawet nie „nie przegrać” tylko „przegrać, ale najmniej jak to możliwe dołożyć się osobiście do pewnej przegranej”. 
  • Nawet nie przyszło mi do głowy prosić o wsparcie. 

To tylko kilka z wielu bardzo ważnych wniosków jakie pojawiły się w trakcie 3 dni warsztatów. Okazało się, ze pomimo czasem śmiesznych, a czasem absurdalnych zadań terenowych wnioski jakie z nich płynęły bardzo mocno rezonowały z tym co dzieje się na co dzień w ich firmie i w komunikacji między nimi. 

Parę dni po tym pierwszym warsztacie Krzysztof do mnie zadzwonił i powiedział mi, że spotkał się wczoraj z szefem logistyki i w trakcie 40 minutowej rozmowy rozwiązali problem, który spędzał mu sen z powiek przez ostatnie prawie 3 lata. Był to temat, który rozpalał emocje i powodował masę konfliktów pomiędzy działek Krzyśka i działem logistyki. Pracownicy tych działo przerzucali się odpowiedzialnością, obwiniali się wzajemnie a Krzysiek i Tomasz, szef logistyki na zmianę tłumaczyli się przed prezesem spychając regularnie winę na tego drugiego i jego ludzi. 

Bardzo się ucieszyłam, że rozwiązali taki duży i jątrzący się od kilku lat problem i pogratulowałam Krzysztofowi dojrzałości i podejścia.  Krzysiek powiedział wtedy coś bardzo ważnego:

Iwona, wczoraj wieczorem wracając do domu zadałem sobie sam pytanie: dlaczego nie poszedłem do Tomka wcześniej? I dopiero dziś znalazłem na nie odpowiedź, bo dopiero teraz uświadomiłem sobie, ze ja się go zwyczajnie bałem. On ma 15 lat dłuższe doświadczenie w tej branży. Był już dyrektorem logistyki kiedy ja dopiero kończyłem studia. W dodatku widziałaś Tomka – jest wielkim facetem z nieznoszącym sprzeciwu stylem bycia. Dopiero w czasie tych 3 dni warsztatów outdoorowych jakie dla nas zrobiliście zobaczyłem jego ludzką twarz i zrozumiałem, że on też ma wyzwania, różnych rzeczy się obawia, nie zawsze jest pewny swoich decyzji. A ja wcześniej bałem się tego, że mnie wyśmieje, że mnie zostawi z problemem. Dzięki twoim warsztatom przestałem się go bać.

Rozmawialiśmy 25 minut, potem przez 10 minut każdy z nas wykonał parę szybkich telefonów i w kolejne 5 minut załatwiliśmy sprawę i rozwiązaliśmy problem który kosztował mnie i mój zespół masę stresu przez te 3 lata. To było niesamowite.

Uświadomiłem sobie, że to jak wygląda każda moja relacja, nawet najtrudniejsza zależy także ode mnie. Nie mogę czekać, że to ten drugi się zmieni i „naprawi”. Ja też mogę zacząć zmianę a nawet muszę jeśli chcę mieć efekty.”

Efektem zmiany u Krzysztofa i Tomasza było to, że ich zespoły również zobaczyły inną kulturę współpracy. A dzięki temu, że sami też pobiegali z nami po lesie ( ale już w innych zadaniach) zintegrowali się, odświeżyli kontakt pomiędzy osobami, lepiej się poznali, oderwali myśli od spotkań czysto zawodowych i podnieśli  świadomość w zakresie takich kompetencji jak współpraca, komunikacja, budowanie zaufania. 

Zobaczyli  (w bezpiecznych warunkach leśnej zabawy) w jakim stylu działają, jakie mechanizmy się u nich uruchamiają, gdzie i kiedy sieją destrukcję. Mogli wprowadzić zmiany w swoich zachowaniach i lepiej funkcjonować w swoim zespole i we współpracy z innymi działami.

„Zobaczyłem w Tomku człowieka”

Niby banalne.

Niby proste.

Niby nic nie znaczące.

A jednak zrobiło całą robotę rozwojową w tym liderze i jego zespole.  A dzięki temu, że cała kadra zarządzająca miała podobnie głębokie i inspirujące do zmiany zachowania refleksję – zobaczyła, że „ja sam/a mam najpierw coś zrobienia, do zmiany” efekt kuli śniegowej uruchomił lawinę pozytywnych zmian w firmie.

Czasem dostajemy takie pytania typu „Dlaczego zaczynać szkolenie w nocy i to akurat w lesie, na skale, a nie normalnie od rana w sali szkoleniowej?”

Wtedy Roman odpowiada: 

„Dlaczego outdoor? Bo rozmowa w krzakach niesie inną wartość niż ta w sali. Łatwiej wtedy o szczerość, empatię, zrozumienie drugiego człowieka. Widzę, że uczestnikom łatwiej jest „złapać dystans” do siebie i zaufać, otworzyć się. Zespół Maroney tworzy uczestnikom bezpiecznie fizycznie i emocjonalnie miejsce do rozwoju. A dodatkowo, ciepłe wspomnienia, przeżycia a czasem lekcje te zostają potem z uczestnikami na całe życie”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *